Kto wymyślił strefy wolne od LGBT?

Od początku kampanii przeciwko LGBT rozpoczętej przez Prawo i Sprawiedliwość nie było większego wizerunkowego fiaska niż strefy wolne od LGBT. Teraz PiS niczym sarmacki szlachciura głośnym pokrzykiwaniem, że strefy nie istnieją, odrzuca wszelkie oskarżenia o homofobię. Jaka jest prawda?

W marcu 2019 r. w podrzeszowskiej Jesionce prezes PiS Jarosław Kaczyński określił Kartę LGBT Trzaskowskiego jako atak na dzieci i rodziny i z dumą ogłaszał plan ochrony rodzin i najmłodszych. Politycy PiS szybko zrozumieli podprogowy komunikat i uderzyli do kontrataku, wymyślając własny, homofobiczny dokument.

Prawdopodobni rodzice uchwał anty-LGBT to ówczesna kandydatka na europosłankę z Lublina Elżbieta Kruk i prof. Mieczysław Ryba, czyli elita lubelskiej konserwatywnej myśli katolickiej. Stworzyli potworka jakim było „stanowisko przeciw ideologii LGBT”. Niezręcznie napisany, pełen okrągłych haseł jak: „homopropaganda” czy „żołnierze politycznej poprawności”.

26 marca 2019 r. powiat świdnicki głosuje za zaproponowanym stanowiskiem przeciwko ideologii LGBT. Dzień po przyjęciu deklaracji Telewizja Polska informuje o przyjętym stanowisku w artykule na stronie głównej TVP pod tytułem „Powiat świdnicki wolny od LGBT”. Rada powiatu przyjęła deklarację. To pierwszy raz kiedy pada w tym kontekście sformułowanie „wolne od LGBT”.

W kolejnych miesiącach samorządy przyjmują podobne stanowiska – portal hej.mielec.pl informuje „stanowisko powiatu przeciwko LGBT przyjęte!”, w tym samym czasie PCH24.pl, ultrakonserwatywny portal chwali samorządowców w artykule „Powiat mielecki ma być wolny od LGBT”. Tak zdecydowała rada.”. Chwile później kolejne miasta: „Puławy wolne od LGBT, radni przyjęli stanowisko w sprawie” informował w maju 2019 r. portal Naszemiasto.pl.

Elżbieta Kruk mówi wprost: „Myślę, że Polska będzie regionem wolnym od LGBT

Określenie „strefa wolna od LGBT” latem 2019 r. wchodzi do powszechnego użycia i jest powodem dumy samorządów, które nie kryją swoich prawdziwych intencji i nie korygują medialnych doniesień. W wywiadzie dla Onet.pl matka chrzestna uchwał – Elżbieta Kruk mówi wprost: „Myślę, że Polska będzie regionem wolnym od LGBT”, nie bawiąc się w „ideologię LGBT”.

Tomasz Sakiewicz, wydawca Gazety Polskiej, zauważa trend i w lipcu 2019 r. tworzy swoje słynne na cały świat naklejki „strefa wolna od LGBT”. Stają się owocem zażartej dyskusji i pozwu sądowego, jaki kieruję przeciwko wydawcy. Naklejki zostały zablokowane przez sąd, ale Sakiewicz już na trwałe wprowadza do dyskursu określenie „strefa wolna od LGBT”.

Media – zarówno prawicowe, jak i te liberalne – bardzo chętnie korzystają z określenia „strefa wolna od LGBT”. Nie ma żadnego sprzeciwu, protestów czy sprostowań. Gminy są dumne z tego, że są homofobami i przyjmują kolejne uchwały mimo oczywistych skojarzeń i krytyki ze strony społeczności LGBT i części opinii publicznej.

Jednym z najbardziej donośnych przykładów użycia pojęcia „strefa wolna od LGBT” była rezolucja Parlamentu Europejskiego z grudnia 2019 r., w której Parlament zdecydował się zaprotestować przeciwko temu, co dzieje się w Polsce.

W styczniu 2020 r. opublikowałem pierwsze zdjęcia ze stref, wykorzystując określenie używane powszechnie w tym samym kontekście w debacie publicznej. Polskim i zagranicznym mediom opowiadałem o swojej akcji niczego nie ukrywając. Wbrew kłamstwom prawicowych publicystów nigdy nie twierdziłem, że strefy oznaczają zakaz wjazdu dla osób LGBT. Mówiłem o efekcie mrożącym wobec osób LGBT i sojuszników.

Homofobia zyskała twarz – a politycy PiS pożar, którego nie potrafią do tej pory ugasić.

Dlaczego dopiero, kiedy opublikowałem zdjęcia z moim znakiem „strefa wolna od LGBT”, polityków PiS oraz prawicowe media zaczęło uwierać to określenie? Bo wtedy oczy międzynarodowej opinii publicznej zwróciły się w kierunku Polski, a światowe media zaczęły masowo pokazywać strefy i poruszać ten temat. Do tej pory marginalizowane ostrzeżenia społeczności LGBT zyskały potężne wzmocnienie w postaci mediów i zachodnich polityków. Moje zdjęcia, podobnie jak wirtualna mapa Polski stworzona przez Atlas Nienawiści, dały jedynie paliwo do kompleksowej wizualizacji problemu homofobii w Polsce. Homofobia zyskała twarz – a politycy PiS pożar, którego nie potrafią do tej pory ugasić.

Oczywistym jest, że określenie „strefa wolna od LGBT” jest potoczonym określeniem dla uchwał gmin, miast, powiatów i województw, które przyjęły „stanowiska przeciw ideologii LGBT”. Tym chętniej korzystano z tego określenia, aby nie legitymizować języka pisowskiej propagandy. W potocznym użyciu można znaleźć wiele innych podobnych przykładów jak np. lex TVN na projekt nowelizacji ustawy medialnej, który może doprowadzić do utraty koncesji przez TVN (choć przecież w samej ustawie TVN nie jest wprost wymieniany), ustawa kagańcowa jako określenie na ustawę o ustroju sądów powszechnych z 2019 roku lub ustawa o 500+ jako określenie na ustawę wprowadzającą to świadczenie prorodzinne.

Rząd i redaktorzy pisowskich gadzinówek wiedzą, że żadne z tych działań nie zostało wszczęte na postawie zdjęć z internetu czy wirtualnej mapy Polski z uchwałami anty-LGBT.

Nie jestem oczywiście naiwny i doskonale wiem, że nie o lingwistykę tutaj chodzi. Polski rząd doskonale zna rezolucję Parlamentu Europejskiego czy argumentację stojącą za anulowaniem funduszy norweskich. Rząd i redaktorzy pisowskich gadzinówek wiedzą, że żadne z tych działań nie zostało wszczęte na postawie zdjęć z internetu czy wirtualnej mapy Polski z uchwałami anty-LGBT. Przyznanie się do błędu nie pasuje jednak do narracji o dumnej Polsce, która Niemcom ani Brukseli się nie kłania.

Metoda jest prosta – publicznie powtarzać kłamstwa o tym, że to wszystko wina aktywistów, którzy jakoby wymyślili strefy, a w Polsce nie ma dyskryminacji, bo zakazuje jej art. 32 Konstytucji. Wynika to jasno choćby z korespondencji, jaką prowadził polski rząd z Biurem Funduszy Norweskich, którą ujawniałem na stronie straconefundusze.pl.

Niektórzy politycy, np. europoseł Patryk Jaki, celowo wprowadzają niewprawionych w temat dziennikarzy (a czasem i polityków…) i mieszają uchwały PiS (strefy wolne od LGBT) i Samorządowe Karty Praw Rodzin (wymyślone przez Ordo Iuris) udając, że w zaskarżanych uchwałach nie ma wzmianki o LGBT. W rzeczy samej – w Kartach od Ordo Iuris nie ma nic wprost o LGBT, ale to nie one były przedmiotem mojej akcji.

Dlatego trzymajmy się faktów – to samorządy przyjmowały stanowiska przeciwko „ideologii LGBT” i to te samorządy były powszechnie nazywane w debacie publicznej mianem „stref wolnych od LGBT”. To także tym określeniem posłużył się PE w grudniu 2019 r. (miesiąc przed moim projektem) potępiając homofobiczne samorządy. Mówienie, że to ja wymyśliłem lub rozpowszechniłem to określeniem jest kłamstwem. Dlatego mam apel: przestańcie walić głupa i zmierzcie się z prawdą.

Zdjęcie i infografika: Bart Staszewski

%d blogerów lubi to: